Przegląd Ligowy

Login:
Hasło:

Mężczyźni:

Wiadomości sportowe

Wiadomości sportowe » Siatkówka » Reprezentacja » Mężczyźni

2009-11-21

Bąkiewicz: podważony stereotyp

Jeszcze w poprzednim sezonie uważny był tylko za solidnego zmiennika. Kiedy jednak dostał szansę, wykorzystał ją w stu procentach. Bez niego reprezentacja Polski nie zdobyłaby mistrzostwa Europy, a PGE Skra - wicemistrzostwa świata

Podczas trwającego w Japonii Pucharu Wielkich Mistrzów kapitanem reprezentacji Polski jest Michał Bąkiewicz. Nasza drużyna gra źle - przegrała już z Japonią, Kubą i Brazylią. W ostatnich spotkaniach Bąkiewicz pojawił się na boisku na krótko. Dlaczego? - Bo jestem bardzo zmęczony, tak jak wszyscy siatkarze ze Skry - opowiada. - Turniej w Katarze kosztował nas bardzo wiele pod względem fizycznym, ale i psychicznym. Na początku meczu jest nieźle, ale im dłużej gramy, tym gorzej nam wychodzi. Jakby schodziło z nas powietrze.

Dla Bąkiewicza, Bartosza Kurka czy Marcina Możdżonka to już czwarty poważny turniej w tym roku. Najpierw była Liga Światowa, później mistrzostwa Europy, klubowe mistrzostwa świata i teraz puchar w Japonii. Ten pierwszy we wszystkich imprezach był podstawowym zawodnikiem. Choć jest wicemistrzem świata, to jego postawa w tym roku jest ogromnym zaskoczeniem. Ale nie dla ludzi ze Skry. - Michał to znakomity siatkarz i przy tym bardzo dobry człowiek - mówi Jacek Nawrocki, trener drużyny z Bełchatowa. - Pracuje się z nim świetnie, bowiem nigdy nie trzeba go dodatkowo motywować. To jego ogromny atut, o czym przekonali się wszyscy, którzy go prowadzili w klubach.

Dotychczas był uważany za zawodnika, który znakomicie przyjmuje zagrywkę i broni, nieźle serwuje, ale w ataku ma problemy. Ten stereotyp został podważony w Turcji, a całkowicie przełamany z Dausze. - On musi więcej atakować, żeby się spełnić na boisku - twierdzi trener Skry. - Przy swojej ekspresji nakręca się, zdobywając punkty.

W Katarze obowiązywała złota formuła, czyli atak po przyjęciu zagrywki można było wykonać zza linii trzeciego metra. Skrzydłowi byli więc obciążeni znacznie bardziej niż przy normalnych przepisach. - Atakowałem dwa razy więcej niż normalnie - przyznaje Bąkiewicz. Z dobrym skutkiem, bo choć nie jest w stanie uderzyć piłki nad blokiem, jak Kurek, to zdobywanie punktów poprzez obijanie bloku rywali lub skróty, opanował znakomicie. To on był bohaterem półfinału z Zenitem, kończąc najważniejsze akcje.

Jego zdaniem złota formuła zupełnie zmienia siatkówkę, ponieważ preferuje skrzydłowych wysokich i bardzo silnych. - Stephane Antiga czy ja [Bąkiewicz ma 197 cm wzrostu - przyp. red.] musimy włożyć więcej sił niż na przykład Bartek Kurek. Jemu nie sprawia wielkiej różnicy, czy atakuje z pierwszej, czy z drugiej linii. Nie chciałbym się użalać, ale sezon reprezentacyjny był długi, później trzeba było grać w lidze, później Katar, a teraz Puchar Świata. Na pewno nie czujemy się świeżo. Nie ma kiedy odpocząć i normalnie przygotować się do meczów. Oby tylko zdrowie dopisało, bo jak się tyle gra, to nie wiadomo, kiedy człowieka coś dopadnie.

Nawrocki podkreśla, że mimo sukcesów Bąkiewiczowi nigdy woda sodowa nie uderzyła do głowy. - Znakomicie więc się z nim pracuje - dodaje. Urodzony w Piotrkowie siatkarz słynie z ambicji i waleczności. Jeśli tylko na boisku zaiskrzy między rywalami, to można być pewnym, że w dyskusji uczestniczy Bąkiewicz. Tak było choćby w spotkaniu z Paykanem Teheran w Katarze. Na początku kariery przepychał się nawet z Grekami, za co dostał czerwoną kartkę. Zapewnia jednak, że teraz jest spokojniejszy i nie dojdzie do takiego starcia jak Mariosem Gkiourdasem. - Wtedy byłem młody i nerwowy, a on obraził mojego kolegę - śmieje się.

Obecnie największe emocje wywołują mecze polsko-rosyjskie. Także u Bąkiewicza, co było widać w niedawnym spotkaniu z Zenitem Kazań. - Zawsze wychodzimy na boisko bardziej zmobilizowani, taka jest już nasza polska natura. Poza tym Rosjanie w trakcie gry starają się pokazać swoją wyższość. To nas pobudza i nakręca. Najważniejsze, że ostatnio ich pokonujemy - kończy.

Najciekawsze jest to, że Bąkiewiczowi łatwiej jest wywalczyć miejsce w podstawowej szóstce reprezentacji niż w klubie. Dlatego wiele osób zastanawia się, dlaczego tak dobry zawodnik godzi się na rolę zmiennika w Skrze, podczas gdy w innym zespole byłby podstawowym graczem. - Może to kogoś dziwić, ale mnie jest dobrze w Skrze - opowiada. - Oczywiście nie zadowala mnie oglądanie meczów z kwadratu dla rezerwowych, bo chciałbym grać jak najwięcej. Ale kolejny raz powtarzam: ja, nawet grając mniej, rozwijam się sportowo. Od takiego Stephane'a Antigi można bardzo dużo nauczyć się nawet na treningach.

28-letniego zawodnika doceniają w bełchatowskim klubie. W grudniu 2008 roku podpisano z nim nowy kontrakt - do 2011 roku. - Mało kto pamięta, że w Polsce jest dwóch zawodników, którzy od 2006 roku stawali na podium czterech wielkich imprez. Ja i Michał jesteśmy wicemistrzami świata, mistrzami Europy, klubowymi wicemistrzami świata, a w Lidze Mistrzów zajęliśmy trzecie miejsce - przypomina Daniel Pliński.

źródło: Gazeta Wyborcza Łódź / SV

dodane przez: k.smidowicz

Losowe zdjęcie z naszej galerii Losowe zdjęcie z naszej galerii Losowe zdjęcie z naszej galerii Losowe zdjęcie z naszej galerii
Dołącz do nas

Chwilowo brak programów.

Premiership, Liga angielska, angielska piłka Polonia Warszawa - Duma StolicyKupimyKlub.plOficjalny Serwis KibicĂłw Piasta Gliwice KS CracoviaSzczypiorniak piłka ręczna GKS BełchatĂłw On-line serwery tani hosting w aBajt