
Wiadomości sportowe » Piłka Nożna » Puchary krajowe
2009-10-27

Piłkarze Druteksu Bytovii zakończyli swoją przygodę życia, ale postawy w meczu 1/8 finału Pucharu Polski z Wisłą Kraków nie mogą się wstydzić. Goście wygrali 2:0 wywożąc z Bytowa bardzo sympatyczne wspomnienia
Jesteśmy pod wrażeniem organizacji i za to słowa uznania. Jak jechaliśmy na mecz i widzieliśmy tłumy zbliżające się na stadion, to mocniej do nas dotarło, że jesteśmy mistrzami Polski i budzimy zainteresowanie - stwierdził trener Wisły Maciej Skorża.
Zawodnicy Bytovii rozpoczęli mecz z animuszem i przez pierwszy kwadrans to oni byli częściej przy piłce. Zostali jednak za to skarceni. Lewym skrzydłem popędził Patryk Małecki. Dograł piłkę w pole karne na długi słupek, a tam akcję zamknął Piotr Ćwielong, który dał prowadzenie Wiśle.
- Żałuję, że straciliśmy bramkę w momencie, kiedy my posiadaliśmy piłkę. Niepotrzebna strata i przegrywamy. Ten scenariusz powtarzał się już także w kilku meczach ligowych. Za takie zagrania mam do piłkarzy największe pretensje - stwierdził szkoleniowiec Bytovii Waldemar Walkusz.
Od tego momentu Wisła zaczęła grać spokojnie i rozważnie. Przez to stwarzała sobie sytuacje do strzelenia bramki.
- Nie zlekceważyliśmy przeciwnika. Zrobiliśmy nawet niezły skauting. Uwagami na temat gry gospodarzy dzielił się z nami m.in. Paweł Kryszałowicz [były wiślak, obecnie trener Gryfa Słupsk grającego w III lidze razem z Bytovią - red.]. Bramka w 15 min pozwoliła nam ustawić mecz - komentował Skorża.
Nieco ponad kwadrans drugiej połowy potrzebowała Wisła, aby podwyższyć wynik. Ładne podanie Andraża Kirma wykorzystał Wojciech Łobodziński.
- Druga połowa miała pokazać to, że jesteśmy słabsi fizyczne. Zawodnicy jednak zaprezentowali wolę walki i ambicję. Marzyło nam się ugryźć wielkiego przeciwnika jednak się nie udało. Wynik 0:2 wstydu nie przynosi nam wszystkim. Mam nadzieję, że w oczach Wisły nie wyglądaliśmy jak drwale, którzy chcą tylko urwać przeciwnikowi nogę - mówił Walkusz.
Piłkarze Bytovii do końca spotkania postanowili walczyć o honorową bramkę. Nie złożyli broni i omal nie dopięli swego. W 78 min do rzutu wolnego z ok. 30 metrów od bramki Ilie Cebanu podszedł Maciej Maciejewski, jednak po jego pięknym uderzeniu piłka trafiła w spojenie słupka z poprzeczką.
- Przeżycia po meczu z Wisłą na pewno zostaną mi w głowie na całe życie. Myślę, że w takim meczu to już się nie zagra. Gdzieś w głowie siedziało, że być może w jakiś sposób uda się wygrać z mistrzem Polski lub przynajmniej doprowadzić do remisu po 90 minutach. Wiadomo, że Wisła, to czołowy zespół ekstraklasy i nam na to nie pozwoliła. Zresztą naszym rywalom pomogło też to, że czuliśmy wobec nich duży respekt - stwierdził pomocnik gospodarzy Piotr Łapigrowski.
źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
dodane przez: d.zajączkowska