Przegląd Ligowy

Login:
Hasło:

Wiadomości sportowe

Wiadomości sportowe » Piłka Nożna » Puchary krajowe

2009-10-27

Korona w kolejnej rundzie Pucharu Polski. Dreszczowiec w Ząbkach

Piłkarski dreszczowiec w Ząbkach! Siedem goli, niewykorzystany rzut karny i decydująca o awansie bramka Dariusza Łatki w 110. minucie. Korona pokonała Dolcan 4:3 i awansowała do ćwierćfinału Remes Pucharu Polski

Zgodnie z pucharową tradycją Marek Motyka zdecydował się mocno zamieszać w składzie, dając szansę dublerom. Na początku spotkania wybiegli na boisko m.in. wychowankowie Piotr Malarczyk i Paweł Kal.
 

 

Przemeblowana Korona już w pierwszej akcji mogła objąć prowadzenie, a w zasadzie sami sobie gola mogli strzelić gospodarze. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Pawła Sobolewskiego bliski pokonania Rafała Misztala był Sebastian Ziajka. Lekko zdenerwowanych rangą pojedynku gospodarzy - zdaniem miejscowych działaczy najważniejszego w historii klubu - taki początek jednak nie zdeprymował, a wręcz przeciwnie - dodał animuszu, bo bez respektu ruszyli na Koronę. Dolcan swoje akcje wyprowadzał szybko, często z pominięciem drugiej linii. Zaskoczona takim obrotem kielecka defensywa zaczęła się gubić. I po jednym z takich szkolnych błędów podopieczni Marcina Sasala wyszli na prowadzenie. Marcin Stańczak zakręcił w polu karnym Pauliusem Paknysem i Malarczykiem, położył na ziemię Zbigniewa Małkowskiego i ze spokojem posłał piłkę do siatki.

Korona swą pierwszą akcję stworzyła dopiero w 28. min, gdy strzał z 10 metrów Krzysztofa Gajtkowskiego instynktownie odbił Misztal. Dwie minuty później golkiper gospodarzy nie miał już szans, gdy po dośrodkowaniu Sobolewskiego celnie główkował Paweł Buśkiewicz. To był jedyny moment w pierwszej połowie, gdy zasępiony przy linii Marek Motyka mógł bić brawo swoim podopiecznym. Bo mimo wyrównania obraz gry nie uległ zmianie, nadal to gospodarze byli w natarciu. To, co utracili, odrobili już w 39. min - po kolejnym juniorskim błędzie defensywy. Tym razem wyjątkową niefrasobliwość obrońców z zimną krwią wykorzystał Sebastian Ziajka. Obraz smutniej i ponurej dla kielczan połowy dopełnił się w końcówce, gdy miejscowi zagrali z nimi w popularnego "dziada", a z trybun słychać było głośne "ole".

Po przerwie pragnąca uniknąć blamażu Korona wreszcie zdecydowała się zaatakować. Pomogło wejście na boisko Mariusza Zganiacza oraz na trybuny skromnej grupy kieleckich kibiców. W 52. min mogło być 2:2, ale strzał głową Gajtkowskiego wylądował na poprzeczce. Motyka nadal reagował, na ostatnie pół godziny wprowadzając nowy duet napastników. Ernest Konon i Jacek Kiełb ostatecznie rozruszali grę kielczan. W 65. min swoją chwilę triumfu przeżywał jednak Cezary Wilk, który znakomicie przymierzył zza pola karnego. Odpowiedź Dolcanu mogła być jednak natychmiastowa, ale Małkowski zatrzymał w sytuacji sam na sam Piotra Kosiorowskiego. Po chwili piłka wylądowała w siatce, ale... gospodarzy. Sobolewski popędził lewym skrzydłem, odegrał do środka do Kiełba, a ten efektownie podciął ją nad wybiegającym Misztalem. Kto pomyślał, że na tym skończą się emocje w Ząbkach, był w głębokim błędzie. Ambitnie grający Dolcan wcale nie zamierzał rezygnować ze swych marzeń. W 74. min przy swym pierwszym kontakcie z piłką Maciej Tataj ograł Małkowskiego i było 3:3. Korona odpowiedziała, a jakże (!) golem głową Kiełba, ale, niestety, nieuznanym przez arbitra. Co było dalej, tego pewnie nie wymyśliłby nawet mistrz budowania napięcia Alfred Hitchcock. W 86. min przed wymarzoną okazją stanął Marcin Stańczak, ale Małkowski odbił futbolówkę nogami. Po minucie w polu karnym powalony zostaje Paweł Kal, a sędzia mimo protestów miejscowych wskazuje na "wapno". Do ustawionej na 11. metrze piłki podchodzi Kiełb, strzela mocno i... trafia w poprzeczkę. Swoją drogą - ciekawe, czemu w takim momencie egzekutorem był "Ryba", który wyjątkowo emocjonalnie podchodzi do wszystkich boiskowych wydarzeń.

A zimnej krwi potrzeba było wczoraj na więcej niż tylko 90 minut, bo o losach awansu do ćwierćfinału zadecydowała dogrywka. Cztery minuty po wznowieniu gry zrehabilitować mógł się Kiełb, ale po raz kolejny znakomicie interweniował Misztal. Po zmianie stron swoją piłkę meczową mieli gospodarze, ale Małkowski kolejny raz wybronił w sytuacji sam na sam. Korona ruszyła z kontrą. Szarżował Konon - dośrodkował w pole karne, a głową przymierzył pozostawiony bez opieki Dariusz Łatka, zapewniając Koronie awans w tak niesamowitych okolicznościach! - Gratuluje obu zespołom dobrego widowiska. Widać, że Dolcan nieprzypadkowo jest w czołówce pierwszej ligi. Przeżyliśmy horror, ale szczęśliwie dla nas zakończony. Szkoda tylko, że graliśmy aż 120 minut i straciliśmy mnóstwo sił przed ważnym meczem z Wisłą Kraków - powiedział Marek Motyka, trener Korony.

źródło: Gazeta Wyborcza Kielce

dodane przez: d.zajączkowska

Losowe zdjęcie z naszej galerii Losowe zdjęcie z naszej galerii Losowe zdjęcie z naszej galerii Losowe zdjęcie z naszej galerii
Dołącz do nas

Chwilowo brak programów.

Premiership, Liga angielska, angielska piłka Polonia Warszawa - Duma StolicyKupimyKlub.plOficjalny Serwis KibicĂłw Piasta Gliwice KS Cracovia GKS BełchatĂłw On-line serwery tani hosting w aBajt